Chciałem fotografować, odkąd pamiętam. Kiedy miałem pięć lat, dostałem od Mikołaja swój pierwszy aparat fotograficzny, Ami. Nie wiedziałem, jak się nim posługiwać, więc z niecierpliwością czekałem na przyjście znajomego rodziców - fotografa. Gdy pewnego dnia wreszcie się zjawił, pospieszyłem zaczerpnąć opinii o moim cudownym aparacie. Nasz gość wziął go do ręki, obejrzał dokładnie ze wszystkich stron i zadał dziwne pytanie: - Czy masz orzechy? - Tak, chyba mam - odpowiedziałem zbity z tropu. - Bo widzisz, chłopcze, ten aparat nadaje się DO ROZBIJANIA ORZECHÓW, a nie do robienia zdjęć.
Pomimo niezbyt zachęcających początków, dopiąłem swego: zacząłem fotografować i robię to już ponad 20 lat. Interesuje mnie przede wszystkim reportaż, a w szczególności człowiek. W czasie studenckich wakacji odbyłem wiele podróży, m. in. do Pakistanu, Iranu, Chin, Indii, Bangladeszu. Utrwalałem na kliszach wspaniałe krajobrazy i zabytki, ale najchętniej fotografowałem ludzi - na ulicach, dworcach, bazarach, w sklepikach i warsztatach. Chętnie mi pozowali, ale ja starałem się uchwycić te krótkie chwile, kiedy jeszcze mnie nie spostrzegli i pochłonięci byli swoimi sprawami. Piękno Orientu to dla mnie przede wszystkim ich spracowane ręce i spalone słońcem twarze.
Moim kolejnym ulubionym tematem jest żeglarstwo. Ten widowiskowy sport to dla fotografa niełatwy ORZECH do zgryzienia. Jak pokazać go w ciekawy sposób, nie popadając jednocześnie w banał i kicz (np. żaglowiec w świetle zachodzącego słońca)?
Niemałym wyzwaniem okazało się dokumentowanie różnych uroczystości, jak śluby czy chrzciny. Staram się dostrzec i w odpowiednim momencie uchwycić radość i wzruszenie, które towarzyszą tym ważnym wydarzeniom.
Biorąc na fotograficzny warsztat obiekt czy scenę staram się dostrzec szczegóły, które zwykle umykają uwadze i nie powielać istniejących schematów. Dopiero wtedy zdjęcia nabierają niepowtarzalnego, indywidualnego charakteru i stają się interesujące dla oglądającego.